Ile włosy rosną na miesiąc – od czego to zależy?

Większość osób chce, żeby włosy rosły szybciej, ale mało kto naprawdę wie, ile faktycznie przybywa ich w ciągu miesiąca. Problem pojawia się, gdy porównywane są efekty z internetu z rzeczywistością i rodzi się frustracja, że „innym rośnie szybciej”. Rozwiązaniem jest zrozumienie, jak działa cykl wzrostu włosa, jakie tempo uznaje się za normalne i co realnie może ten proces przyspieszyć, a co jest tylko chwytem marketingowym.

Ile włosy rosną na miesiąc – twarde liczby

Średnie tempo wzrostu włosów u zdrowej osoby to około 1–1,5 cm na miesiąc. U części osób będzie to bliżej 0,7–0,8 cm, u innych nawet 1,8 cm. Wszystko powyżej lub poniżej tych wartości zwykle ma swoją przyczynę – genetyczną, hormonalną albo związaną ze stylem życia.

W praktyce, przy włosach o długości do ramion, różnica między 1 a 1,5 cm nie jest spektakularna w skali jednego miesiąca, ale po roku daje już około 6 cm różnicy. Stąd wrażenie, że „komuś włosy rosną jak szalone”, a komuś innemu „stoją w miejscu”, mimo że obie osoby mają zdrową skórę głowy.

W normalnych warunkach włosy rosną około 12–18 cm w ciągu roku. Wszystko, co obiecuje przyrost typu „5 cm w miesiąc”, należy traktować z dużym dystansem.

Cykl wzrostu włosa – bez tego ciężko coś zrozumieć

Włos nie rośnie bez przerwy przez całe życie. Przechodzi przez określone fazy, a to właśnie długość i jakość fazy wzrostu decyduje, jak długie i gęste włosy można zapuścić.

  • Anagen – faza wzrostu, trwa średnio 2–6 lat. Im dłużej trwa, tym dłuższe włosy są możliwe do osiągnięcia.
  • Katagen – krótka faza przejściowa, ok. 2–3 tygodni. Wzrost się zatrzymuje.
  • Telogen – faza spoczynku, ok. 2–4 miesięcy. Włos ostatecznie wypada, a w jego miejscu zaczyna rosnąć nowy.

U zdrowej osoby około 80–90% włosów znajduje się w fazie anagenu. Jeśli coś zaburza ten układ (np. stres, choroba, anemia), większy odsetek włosów może wejść w telogen, co skutkuje przerzedzeniem i wrażeniem, że włosy „przestały rosnąć”, mimo że nadal pojawiają się nowe – tylko dużo cieńsze lub krótsze.

Geny a tempo wzrostu – czego się nie przeskoczy

Tempo wzrostu włosów i długość fazy anagenu są w dużym stopniu zapisane w genach. U części osób włosy rosną bliżej 0,8 cm miesięcznie, u innych bliżej 1,5–1,8 cm i nie jest to kwestia lepszego szamponu, tylko wrodzonych predyspozycji.

Geny wpływają też na maksymalną długość włosów. Przy krótszym anagenie trudno zapuścić włosy do pasa, nawet przy idealnej pielęgnacji, bo włosy zdążą wypaść, zanim fizycznie urosną tak długie. Z kolei osoby z bardzo długim anagenem potrafią zapuszczać włosy zdecydowanie poniżej pasa, przy podobnym średnim tempie wzrostu.

W praktyce oznacza to tyle, że nie każdy zobaczy włosy do bioder, za to niemal każdy może poprawić realny przyrost wizualny – czyli to, ile z zapuszczonej długości naprawdę zostaje, a ile jest „zjadane” przez łamanie i kruszenie końcówek.

Czynniki hormonalne i zdrowotne – kiedy wolniejszy wzrost to sygnał ostrzegawczy

Znaczne spowolnienie wzrostu włosów lub wyraźne przerzedzenie często nie jest „urodą”, tylko objawem problemu zdrowotnego. Włosy bardzo szybko reagują na to, co dzieje się w organizmie.

Hormony tarczycy i gospodarka hormonalna

Niedoczynność i nadczynność tarczycy często dają o sobie znać właśnie na włosach. Przy niedoczynności włosy rosną wolniej, są suche, matowe, łatwiej się łamią. Przy nadczynności potrafią wypadać garściami. Podobnie działają wahania hormonów płciowych – po odstawieniu antykoncepcji, w trakcie ciąży i po porodzie, podczas menopauzy.

Jeśli tempo wzrostu wyraźnie spadło, a do tego pojawiło się:

  • nagłe, wzmożone wypadanie,
  • wyraźne przerzedzenie przedziałka,
  • przewlekłe zmęczenie, wahania masy ciała, uczucie zimna lub nadmierna potliwość,

warto rozważyć badania hormonów tarczycy i konsultację z lekarzem, a nie tylko wymianę odżywki.

Niedobory i ogólny stan zdrowia

Włos jest strukturą „luksusową” dla organizmu – nie jest niezbędny do przeżycia. Kiedy czegoś zaczyna brakować, ciało „oszczędza” właśnie na włosach. Stąd tak częsty związek między wolniejszym wzrostem a:

  • niedoborem żelaza i ferrytyny,
  • niskim poziomem witaminy D,
  • niedoborem białka w diecie,
  • zaburzeniami wchłaniania (np. problemy jelitowe, celiakia).

Suplementy z napisem „na włosy” bez podstawowej diagnostyki często dają bardzo słaby efekt, bo strzelają na ślepo. Z kolei wyrównanie konkretnych niedoborów potrafi przyspieszyć wzrost o te kilka milimetrów miesięcznie i znacznie poprawić gęstość nowych włosów.

Dieta i styl życia – ile „robi” od środka

Dobrze zbilansowana dieta nie zrobi z 0,8 cm nagle 3 cm miesięcznie, ale może pomóc wykorzystać pełny potencjał zapisany w genach. Natomiast kiepskie odżywianie potrafi ten potencjał skutecznie zaniżyć.

Dla wzrostu włosów szczególnie liczy się:

  • odpowiednia ilość białka – włos to głównie keratyna, bez budulca tempo rośnie słabo,
  • tłuszcze (zwłaszcza omega-3) – wspierają skórę głowy i mikrokrążenie,
  • mikroelementy – żelazo, cynk, miedź, selen,
  • witaminy z grupy B, witamina D.

Do tego dochodzi wpływ stresu i jakości snu. Przewlekły stres i niedosypianie to szybka droga do zaburzeń hormonalnych i zwiększonego wypadania, co przekłada się na wizualnie słabszy przyrost, nawet jeśli pojedyncze włosy rosną w teoretycznie „normalnym” tempie.

Skóra głowy – miejsce, gdzie wszystko się zaczyna

Większość osób skupia się na długości włosów, podczas gdy kluczowe rzeczy dzieją się na skórze głowy. To tam znajduje się mieszek włosowy, który odpowiada za tempo wzrostu, grubość i ogólną kondycję włosa.

Krążenie, stan skóry i pielęgnacja

Dobre ukrwienie skóry głowy sprzyja dostarczaniu składników odżywczych do mieszków włosowych. W przenośni – im lepiej „dokarmiany” mieszek, tym sprawniej produkuje włos. Z tego powodu regularny, delikatny masaż skóry głowy (palcami lub szczotką z naturalnego włosia / silikonowymi wypustkami) ma sens – ale jako wsparcie, nie cudowna metoda na +2 cm miesięcznie.

Istotny jest też stan samej skóry:

  • przewlekły łojotok i zalegająca warstwa sebum mogą pogarszać warunki pracy mieszka,
  • nieleczony łupież czy łuszczyca to często stan zapalny i dyskomfort dla mieszków włosowych,
  • zbyt agresywne oczyszczanie (mocne SLS, gorąca woda, częste tarcie) osłabia barierę ochronną skóry.

Dobrze dobrany szampon (często łagodny na co dzień + mocniejszy do „resetu” raz na jakiś czas), regularne, ale nie obsesyjne mycie i unikanie drapania paznokciami zwykle wystarczają, aby stworzyć mieszkowi włosowemu sensowne warunki do wzrostu.

Czy da się realnie przyspieszyć wzrost włosów?

Naturalne tempo wzrostu można delikatnie podkręcić, ale mowa tu zwykle o różnicy rzędu kilku milimetrów miesięcznie, a nie spektakularnych skokach. Najbardziej sensowne są trzy kierunki działania.

Optymalizacja „od środka”

Podstawą jest wyrównanie niedoborów (po badaniach), zadbanie o ilość białka i tłuszczy w diecie, sen i redukcję chronicznego stresu. To nie brzmi tak atrakcyjnie jak „wcierka na turbo porost”, ale często daje stabilniejszy i trwalszy efekt – nowe włosy są mocniejsze, grubsze i mają większą szansę dociągnąć do docelowej długości.

Wcierki, masaże, kosmetyki

Wcierki pobudzające krążenie (z kofeiną, ekstraktem z papryczki, miętą, niacynamidem) mogą:

  • nieznacznie zwiększyć tempo wzrostu,
  • wydłużyć fazę anagenu u części osób,
  • pobudzić „uśpione” mieszki do produkcji nowych włosków (baby hair).

Efekty widać jednak zwykle po 3–6 miesiącach regularnego stosowania i nie u każdego w takim samym stopniu. Kosmetyki działają w obrębie skóry – jeśli w tle jest np. niewyrównana niedoczynność tarczycy czy silna anemia, różnica będzie niewielka.

Minimalizowanie strat na długości

To aspekt często ważniejszy niż samo przyspieszanie wzrostu. Jeśli włosy rosną 1,2 cm miesięcznie, ale co miesiąc kruszy się 0,5 cm końcówek, wizualny przyrost to tylko 0,7 cm. Przy tym samym tempie wzrostu, ale lepszej ochronie długości (mniej prostownicy, ochrona termiczna, delikatne rozczesywanie, zabezpieczanie końcówek) można „odzyskać” te brakujące milimetry.

Dla większości osób więcej da ograniczenie łamania i kruszenia włosów niż pogoń za kosmetykiem obiecującym „3 cm w miesiąc”.

Dlaczego wydaje się, że włosy „nie rosną”?

Często włosy rosną całkiem normalnie, tylko efekt jest słabo widoczny. Powodów jest kilka:

  • włosy mocno się łamią na długości – szczególnie rozjaśniane, prostowane na gorąco, farbowane na bardzo jasne blondy,
  • przyrost „zjada” regularne podcinanie zbyt dużej ilości – np. 2–3 cm co dwa miesiące,
  • przy kręconych i falowanych włosach naturalny skręt „pochłania” długość – centymetr przyrostu nie wygląda tak samo jak na prostych włosach,
  • oczekiwania są po prostu nierealne – np. liczenie na +10 cm w 2–3 miesiące.

Dlatego przy ocenie tempa wzrostu lepiej posługiwać się zdjęciami „przed i po” robionymi w podobnych warunkach (światło, ułożenie włosów) co 3 miesiące, zamiast obserwować się w lustrze co tydzień.

Podsumowanie: co ma realny wpływ na tempo wzrostu?

Naturalne tempo wzrostu włosów to ok. 1–1,5 cm na miesiąc, z indywidualnymi odchyleniami. Geny i gospodarka hormonalna wyznaczają widełki, w których włosy mogą się poruszać. Dieta, styl życia i pielęgnacja skóry głowy decydują, czy ten potencjał zostanie wykorzystany, czy zostanie „ścięty” przez niedobory i stres.

Realne działania to:

  • diagnostyka przy nagłym spadku tempa wzrostu lub nasilonym wypadaniu,
  • dbanie o odżywienie organizmu i sen,
  • rozsądna pielęgnacja skóry głowy (ew. wcierki, masaże),
  • ochrona długości przed mechanicznymi i chemicznymi uszkodzeniami.

W połączeniu dają one zwykle przyrost bliższy górnej granicy indywidualnych możliwości, a przede wszystkim – pozwalają ten przyrost naprawdę „zatrzymać” na głowie, zamiast tracić go na kruszących się końcówkach.